I nastał długo oczekiwany dzień. Dzień, w którym będę sobie musiał zrobić zastrzyk interferonu w domu. Oczywiście, cały poprzedni tydzień nakręciłem się już psychicznie, że może coś pójść nie tak lub wydarzy się coś z czym sobie nie poradzę. Powiem Wam, że nie warto sobie tak ukierunkować myśli bo to nie pomaga a wręcz przeciwnie, staje się bariera, która zaciska na naszej psychice pętle, której później bardzo trudno jest się pozbyć.
Poniedziałek, „jak ja nie lubię poniedziałków” jak to świetnie pasuje do mojej sytuacji. To dzień robienia sobie zastrzyków z interferonu, ale szczególny bo miałem podać sobie pierwszy zastrzyk w domu. Myślami błądziłem od samego rana jak to zrobię, gdzie itd.
Czekanie na godzinę 15-tą wydłużało się niesamowicie. Dlaczego nie kazali nam zrobić tego zastrzyku gdzieś w godzinach rannych? Nie wiem, może dlatego, że jak gorączka łapie człowieka to można położyć się do łóżka i tam zostać do rana
kolejnego dnia. No a my tu gadu, gadu, a tu nadszedł czas kłucia. Postanowiłem, że będę sobie robił zastrzyki w łazience.
Ok., taboret jest, interferon jest, leko jest czyli zestaw do zabawy jest
. Po dłuższym zastanowieniu, doszedłem do wniosku, że lepiej dla mnie jak będe się kłuł w uda, ponieważ jest dużo łatwiej dać w udo niż w prawą rękę kiedy się jest praworęcznym
. Kurcze jak jest trudno wbić igłę wie tylko ten kto się bał zastrzyków wcześniej
. Przesiedziałem na taborecie dobre z 10 minut zanim przekonałem siebie, że warto zrobić sobie ten zastrzyk z interferonu. Cała operacja gładko poszła i po minucie było już posprzątane.
Po godzinie od podania interferonu dałem sobie asekuracyjnie dawkę paracetamolu tak dla pewności (lepiej zapobiegać niż leczyć). Wieczór minął bardzo szybko bez większych atrakcji. Miałem lekką gorączkę i ciężej mi się oddychało(prawdopodobnie po rybavirinum). Ten stan ciężkiego oddechu utrzymywał się jakieś 2 godziny po zażyciu „rybki”. Myślałem, ze będzie gorzej a tu prawie nic się nie działo. Trzeba być dobrej myśli to pomaga przy leczeniu.
Wtorek minął mi na ogólnym osłabieniu i byłem śpiący jak nigdy przedtem. Środa ogólne osłabienie trzymało dalej, doszedł dla atrakcji duży ból głowy ale paracetamol sobie poradził i z tym. Reszta tygodnia była już bez „skutków ubocznych” tak jakbym nie był na terapii
.
Robertone
Witam, ciesze się że znalazłam tą stronkę. We wtorek mój mąż idzie po pierwszą dawkę interferonu do szpitala. I się zacznie. Nie będę ukrywać że się boje, jak to będzie. On nie chce rozmawiać na ten temat. Ale wieże że wszystko będzie dobrze. Pozdrawiam
Agata, będzie dobrze, mąż pewnie da sobie radę. Trzymam kciuki za jego terapię i za jej powodzenie.
Pozdrawiam
Dziękuje jest właśnie po pierwszej dawce, wystąpiły chyba wszystkie objawy. Boli jak On tak cierpi a Ty nie możesz nic zrobić. A do tego wszystkiego mamy dwie córki jedna ma 12 lat i wszystko przeżywa razem z nami, a druga malutka ma 3 miesiące. Rybavirinum dzisiaj przeczytałam że w połączeniu z interferonem mogą wystąpić silne depresje, myśli samobójcze. Chyba tylko ja wiem jak się boje. A tu trzeba być silnym.
Trzeba być dzielnym, terapia wcale nie musi być łatwa, tego nigdzie nie ma napisane. Wiadomo jednak, że każdy inaczej reaguje na Ribavirinum i interferon, więc nie jest powiedziane, że to co na ulotce to wszystko będzie u niego występować. Na ulotce piszą, mi się tak wydaje, wszystkie skutki uboczne, z którymi mieli do czynienia kiedy testowali leki i to testowało parę tysięcy ludzi dlatego uzbierała się pokaźna litania skutków
, więc lepiej nie przywiązywać uwagi do informacji zawartych na ulotkach o skutkach ubocznych bo większość i tak nas nie dotknie.
Pozdrawiam
Dziękuje bardzo za wsparcie, dziś jest lepiej. Przed nami jeszcze jak dobrze pójdzie 47 zastrzyków. Okaże się po „sądnym” 12.
Pozdrawiam Cieplutko
Witam,
Dziękuję za pocieszenie. Słyszałam że w stanach wynaleźli już lek lepszy. Czy może znasz nazwę.
Pozdrawiam
Nie ma za co
. Co do leku o którym wspominasz to jest to Telaprevir (VX-950) ale daleka droga żeby był stosowany w Polsce i niestety jest on tak jakby dodatkiem do zestawów leków aktualnej terapii.
Ja wam powiem tak jeśli ktoś idzie do szpitala już na pierwsza dawkę to powinniście się mega cieszyć ze w ogóle rozpoczęła się terapia mi odwlekali ja ponad półtora roku a to nie było łózka a to jakieś formalności dodatkowe o których wcześniej nie miałem pojęcia itp itd, sama czynność jest lajtowa idzie się na 3 dni dzień w którym przyjęto nas nic nie robią, 2 dzień około godziny 15 zastrzyk, 100% bezbolesny później lekkie dreszcze bolą trochę kości i jest zimno i lekka gorączka, na drugi dzień czułem się niczym młody bóg, w piątek idę na kolejny zastrzyk już do swojej miejscowej przychodni, dostałem od lekarza z szpitala polecenie usług pielęgniarskich tzn żeby w przychodni mi robili zastrzyk bo nikt nie wytłumaczył jak mam sam go robić, cala sytuacje opisałem na swoich faktach, w minioną sobotę wróciłem do domku z szpitala ciesze się ze rozpocząłem kuracje, może się powiedzie.
Witam, mojemu mężowi nie odwlekali bo zapłaciliśmy za leczenie. Z NFZ czekalibyśmy do 2015. Pozdrawiam wszystkich
najlepsze jest to ze bylem w przychodni żeby zrobili mi zastrzyk a oni nie wiedzieli jak i nie wiem czy w końcu mi wgl to wstrzykli niby trochę głowa bolała ale nie wiem … nie ma nigdzie w necie jakiegoś filmiku czy coś a szkoda.
@ Marcin
instrukcję obrazkową masz w ulotce interferonu,a tak w gwoli ścisłości powinni Cie w szpitalu przeszkolić jak sobie powinieneś sam podawać interferon. Ja musiałem nawet pierwszy zastrzyk zrobić sobie sam, obok mnie stała zabiegowa i mówiła co robić i się robiło i drugi był już łatwy do zaaplikowania, co do skutków to się ciesz że masz tylko lekki ból głowy
Pozdrawiam
Witam. Fajnie,że prowadzisz takiego bloga, bardzo mi pomógł, mogłam się dowiedzieć jak to wszytko wygląda. Ja również mam hcv c i zaczęłam już terapie. Jestem po 3 zastrzyku i nic nie czuję, żadnych objaw
tylko trochę spać nie mogę i nic poza tym
pozdrawiam wszystkich!
Jak dobrze,że nie jesteśmy sami…ufff.O chorobie dowiedziałam się dokładnie rok temu. Wiem gdzie mnie zakazili i muszę coś z tym zrobić – W KOŃCU!!! Może ktoś mi podpowie jak wyglądają sprawy z pozwem o odszkodowanie, jak to się załatwia?? Teraz czekam na terapię interferonem. Na razie o tym nie myślę. Po prostu chce mi się wyć, bo nic nie mogę z tym zrobić!!!!!
Nika
Tutaj masz wszystko opisane co i jak z pozwem o odszkodowanie w sprawie HCV http://www.prometeusze.pl/pozew.php . A tak po za tym, z wirusem da się żyć i terapie również da się przeżyć, trzeba tylko chcieć i się nie poddawać.
Pozdrawiam
Witam. Mam SM zdiagnozowane ok .3 lata temu, a nie jestem już młoda. Ostatnio czuję się fatalnie- jestem bez przerwy zmęczona, prawa ręka jest jak jak przyszyta (drętwa, coraz mniej sprawna), czucie prawej strony zaburzone, zawroty głowy, „pijany” chód itp. W lutym b.r. moja lekarka w AM w Gdańsku zapisała mnie do programu, bo mój wiek już nie jest przeszkodą do zakwalifikowania na leczenie interferonem ( i tak jesteśmy tu 100 lat za III światem). Czekam na to leczenia jak na zbawienie, ale jak czytam o tych skutkach ubocznych, to jestem nieco przerażona
. Pozdrawiam i proszę o słowa otuchy- Jagoda
@ Jagoda
Witaj
Co tu dużo mówić, nie jest lekko gdy człowiek choruje naraz na takie choroby bo wszystko się kumuluje. Nie spotkałem się jeszcze z osobą, która choruje na SM i jest w programie lekowym(tu jest tylko pytanie czy to będzie normalna terapia czy też z innymi lekami), pewnie będziesz pod „specjalnym nadzorem” i dokładniej będą Twoją terapię monitorować. Jak coś się będzie działo negatywnego pewnie ją przerwą. Ogólnie jest tak, że jak podpiszesz zgodę na leczenie to w każdej chwili możesz z niego zrezygnować bez podania przyczyny i nikt ci nic nie zrobi. Większość ludzi jednak idzie na całość nawet ukrywając niektóre skutki uboczne aby tylko zakończyć terapię, bo to jest jedyna szansa na pozbycie się wirusa. Tak więc trzymam za Ciebie kciuki i wierzę, że sobie poradzisz nawet jakby Cie miały dopaść niektóre skutki.
Pozdrawiam serdecznie